Dołącz do nas i pobieraj bezpłatny newsletter

Historia jednej cukrzycy Naszej redaktorki Anny Grzyb

14 listopada obchodzony jest na całym świecie dzień walki z tą podstępną i cichą chorobą. Może się rozwijać przez kilka lat, pozornie nie atakując żadnego narządu, na pierwszy rzut oka nie sprawia wielkich problemów, a jednak! Wcale nie jest tak cichym i nic nie znaczącym schorzeniem, o nie! Powikłania cukrzycowe są groźne i trzeba o tym pamiętać i starać się walczyć z tą chorobą na co dzień, nie tylko w dniu, w którym na całym świecie jest o niej głośno. Co prawda cukrzyca typu pierwszego ma widoczne gołym okiem objawy, trudne do przegapienia czy zignorowania, ale w przypadku cukrzycy typu drugiego może rozwijać się niemalże bezobjawowo. Takie bowiem symptomy, jak przemęczenie, pogorszenie wzroku, kłopoty z koncentracją i myśleniem, czy wypadanie włosów można uznać za objawy stresu, przepracowania, macha się na nie ręką i żyje się dalej, stąd też jej wykrywalność zazwyczaj jest działaniem przypadku.

Moja historia

Ania3-150x150W związku z tym szczególnym dniem, Światowym Dniem Walki z Cukrzycą,  postanowiłam opowiedzieć swoją historię. Zachorowałam na cukrzycę mając dwadzieścia dwa lata, choruję na nią od lat dziewięciu. Na początku pojawiły się u mnie problemy ze wzrokiem, pierwsze co zrobiłam, to udałam się do okulisty. Wcześniej widziałam idealnie, nie miałam kłopotów z oczami. Nagle musiałam zakupić okulary, ale wada była jakaś minimalna. Nie za bardzo te okulary mi jednak pomogły, widziałam, można powiedzieć, świat  delikatnie zamglony. I oczy mnie piekły dosyć często. Nie wiem, czy miało to ze sobą jakikolwiek związek, tym bardziej z cukrzycą, choć po kilku latach, właściwie nawet nie kilku, bo dwóch mniej więcej okazało się, że mam zaćmę, ale to już późniejsza historia, konsekwencja „przechodzonej” cukrzycy, o której nie miałam pojęcia. Wtedy, w roku 2004 nie wiedziałam zbyt wiele o tej paskudnej chorobie, bo i skąd miałam wiedzieć? Teraz mam Internet, widuję plakaty, z objawami cukrzycy wypisanymi czarno na białym, wiem, na czym to polega, znam to od A do Z, z autopsji. Wracając do mojej historii…

Objawy pojawiły się nagle

Coraz gorzej się czułam, schudłam do 45 niemalże kilogramów, a wcześniej do chucherek nigdy nie należałam. Jadłam tyle samo co zwykle, nigdy nie mogłam się najeść, ale w ogóle tego nie było po mnie widać, te kilogramy gdzieś „uciekały”, umykały poza mnie można by rzec. I piłam, przyjmowałam ogromne ilości płynów, a im więcej piłam, tym bardziej pić mi się chciało, szczególnie, gdy były to napoje słodzone cukrem! Bingo! Teraz jestem taka mądra i wiem, że po prostu mój cukier, stężenie glukozy w mojej krwi było coraz wyższe, przez słodzone napoje, a im wyższy cukier, ponad normę, tym bardziej cukrzykowi chce się pić! Konsekwencją tego nadmiernego spożywania płynów jest oczywiście „bieganie” co chwilę do toalety, to bardzo uporczywe objawy, naprawdę. I człowiek czuje się mało komfortowo niestety! W nocy nie można spać, bo lata się w tę i z powrotem.

Bardzo szybko się męczyłam, wejście na czwarte piętro z moją małą córeczką było dla mnie nie lada wyzwaniem i wyczynem. Wyczerpana maksymalnie docierałam do domu i wprost padałam ze zmęczenia. I było coraz gorzej. Nikt z moich znajomych ani rodziny nie pomyślał, iż to cukrzyca, bo nie było wśród moich bliskich nigdy podobnego przypadku, a podobno cukrzyca jest dziedziczna! Nieprawda! Na cukrzycę może zapaść każdy, na tę drugiego typu, wtedy, gdy nie dbamy o siebie, o swoje zdrowie, jemy byle co, za dużo i za tłusto, nie ruszamy się, nie wykonujemy żadnych ćwiczeń fizycznych i mamy nadwagę. Wtedy ryzyko zachorowania jest ogromne!

Typ pierwszy cukrzycy może pojawić się znikąd. Dopaść może zarówno dziecko, nastolatka jak i dorosłą już osobę. Nie wiadomo, skąd się wzięła i u mnie, ale najważniejsze, że wiem, co to jest i jak z tym walczyć, bo walczę każdego dnia, o siebie, o swoje zdrowie, o dobre cukry, o wszystko.

Jak się dowiedziałam o cukrzycy?

Jak dowiedziałam się, że mam cukrzycę insulinozależną? Po prostu zapadłam w śpiączkę cukrzycową. Miałam co prawda iść do lekarza, bo wiedziałam już, że coś się ze mną dzieje niedobrego, ale jednocześnie bardzo się bałam. Myślałam, że to może nerwica jakaś, czy coś. Pojęcie moje na temat chorób było wtedy znikome, bo któż w wieku 22 lat, dotychczas zdrowy, myśli o chorobach? Nikt! Miałam małą córeczkę i to jej poświęcałam cały swój czas i uwagę, szkoda, że nie pomyślałam, iż może mnie stracić, że po prostu zwyczajnie nie poszłam do lekarza.

Po co to piszę, zastanawiacie się zapewne? Właśnie dlatego, byście zrozumieli, że nie wolno nam bagatelizować jakichkolwiek objawów, że lepiej wybrać się do lekarza niż doprowadzić rodzinę na skraj rozpaczy, a siebie do wyczerpania całkowitego organizmu czy nawet śmierci. Nie byłam długo w śpiączce, na szczęście dla mnie wszystko skończyło się dobrze. Żyję. Żyję z tym już dziewięć lat, oczywiście, jak każdy normalny człowiek miewam chwile gorsze i lepsze, czasem się smucę, płaczę, czasami cieszę, że żyję, że widzę, jak rosną moje dzieci, bo pomimo choroby urodziłam jeszcze dwoje zdrowych dzieci. Jestem szczęśliwą mamą, żoną, spełniam się zawodowo, pisząc o książkach i organizując wywiady z pisarzami polskimi. Prowadzę blog, znalazłam swoje miejsce na ziemi i każdemu tego życzę. A cukrzyca? Jest, niestety jest, ale czy moja rozpacz, udręka, żal, pytanie: Dlaczego mnie to spotkało?, zmieni cokolwiek? Nie. Dlatego niech sobie jest, jak musi, najważniejsze, że żyję. Oczywiście, jak każdy myślący człowiek boję się powikłań, ale z drugiej strony staram się zrobić, co w mojej mocy, by do nich nie doszło, bym jak najdłużej cieszyła się życiem.

Oceń:
11
0
Komentarzy 0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *